Recenzje perfum

Sarah Jessica Parker, Covet Edp

Tym razem kategoria celebrycka – Sarah Jessica Parker, która od zawsze kojarzyła mi się… z resztą kojarzy nadal – z filmem „Sex w wielki mieście”. Jej postać mocno zaszufladkowała mi się głównie z tą produkcją. W życiu nie posądziłabym jej o wypuszczenie perfum 🙂 , ale chyba takie mamy czasy, gdzie praktycznie każda osoba, która ma styczność ze światem Hollywood prędzej czy później mimo wszystko wypuszcza zapach pod swoim nazwiskiem… z różnym rezultatem 😛 . Covet, bo o tej pozycji mowa, mocno odstaje od stereotypu nudnych i nic nie znaczących pachnideł spod szyldu „perfumy stworzone przez sławnych ludzi typu: aktorów/aktorki, piosenkarki/piosenkarzy, trenerów fitness itp. itd. …”. Ale do meritum!

Sama nazwa w polskim tłumaczeniu to: pragnąć, pożądać. Chciałoby się powiedzieć, że takie słowa od razu kojarzą się z aromatem sexownym i uwodzicielskim prawda? 🙂 . W tym wypadku nie do końca, co nie zmienia faktu, że kompozycja sama w sobie broni się z każdej strony i zasługuje na gromkie brawa. Otwarcie jest wręcz gorzkie, cytrusowe i surowe, ale bez obaw. Ta cierpkość szybko ulatuje i za moment pojawia się lawenda… piękna cytrynowa lawenda! Wyobraźcie sobie ogród pełen fioletowego, relaksującego kwiecia z dodatkiem cytrynowej skórki w promieniach wschodzącego słońca… . Ha! Jakby tego było mało po około 10-15 minutach woń się ociepla i wszystko zostaje okraszone nutą deserowej czekolady. Bajka. Choć i lawenda i czekolada są w nutach głowy to bezapelacyjnie dominują podczas całego czasu trwania zapachu. Połączenie niekonwencjonalne, ale w moim odczuciu bardzo udane! Odwaga przy mieszaniu tak skrajnie różnych kompozytów opłaciła się. Lawenda z czekoladą? Tutaj wszystko mogło pójść nie tak, ale dzięki odpowiednim dodatkom wyszło aromatyczne dzieło na miarę nie jednej wielkiej i sławnej firmy strikte perfumowej.
W miarę upływu czasu deserowa masa sprawia, że zapach z letniego i rześkiego poranka przeistacza się w ciepły i wakacyjny wieczór, nad jeziorem, z grupą przyjaciół. Jest bardzo miło, bezpiecznie i inaczej niż zwykle. Do życia budzi się piżmo, które wcześniej pozostawało w tyle i lekko przebijało przez mgłę niczym promienie słoneczne. Perfumy robią się bliskoskórne i miękkie, bardzo przyjemne. Baza jest przepiękna, taka jakby puchata z kaszmirowym wykończeniem. Dodam też od siebie, że przez cały czas trwania woni mam wrażenie, iż cała kompozycja owiana jest specyficznym mleczno-kremowym akcentem, który istotnie wybija się w miarę upływu czasu. Im bliżej końca, tym wyraźniej można go wyczuć – szał prawda? Przypominam, że nadal są to perfumy od Sarah Jessica Parker 🙂 .

To co jeszcze mnie urzekło w tym zapachu to obecna tu słodycz, która w żadnym wypadku nie jest ani typowo gurmandowa, waniliowa czy nie daj Boże ulepkowata! Ona po prostu jest! Ale nieoczywista, dzięki gorzkiej czekoladzie, która na lawendowym podłożu daje odczucie wręcz wytrawnej aury. Poza tym są to perfumy, które mimo że zostały wypuszczone na rynek mainstreamowy to swoim bukietem aromatycznym zahaczają o niszę, ponieważ zdecydowanie nie należą do łatwych. Są inne od tego co można spotkać na sklepowych półkach i to trzeba wiedzieć przed zakupem w ciemno, którego przy takich pozycjach nie polecam 🙂 . Taki zapach albo się spodoba, albo nie. Raczej nie widzę w tym przypadku kompromisu.
Moje zdanie w temacie Covet jest jednoznaczne – świetne perfumy, których kompozycja jest oryginalna i stworzona z dobrych jakościowo składników. Poza tym cena za flakon 100 ml w stosunku do tego co kryje wnętrze jest komiczna… w internecie to koszt około 90 zł xD . Jest to moja perełka! A będąc już w temacie flakonu… buteleczka nieco śmieszna 🙂 . W życiu bym nie powiedziała, że w środku znajdę tak dobry zapach 🙂 . Szerokie szkło często w różnych recenzjach porównywane jest do „kuwety”… cokolwiek to znaczy 😛 . Jest masywne, szerokie i owalne. No i korek! Główna gwiazda przedstawienia w kształcie kwiatu, który zakrywa atomizer. Z jednej strony flakon nie robi na mnie wrażenia „wow”, ale z drugiej przez zatyczkę jest tak samo charakterystyczny jak sam zapach. Na pewno wyróżni się na półce 🙂 . Ale pamiętajmy, nie ma rzeczy idealnych i Covet ma jedną wadę… trwałość! Niestety po 3-4 h mam wrażenie, że znika… ale za kompozycję i cenę mu wybaczam 🙂 .
P.S.
Najpiękniej woń rozwija się w okresie wiosenno-letnim, pomijając upały. Zimą gubi wszystkie swoje atuty.

Podsumowanie

Covet to perfumy niebanalne. Poprzez nietypowe połączenie nuty lawendy z deserową czekoladą oraz cytryną w akordzie głowy i piżmem w bazie zaserwowano nam zapach nietuzinkowy, ale jednocześnie noszalny! W obecnych czasach ciężko stworzyć woń innowacyjną, ale mieszczącą się w granicach dobrego odbioru przez otoczenie i charakteryzującą się unikalnością. Tutaj udało się osiągnąć wszystkie wyżej wymienione punkty dodatkowo nie rujnując domowego budżetu. Jeśli jesteście już znudzeni drogeryjnymi zapachami to przetestujcie Covet SJP :). Tylko spieszcie się! Już teraz robi się ciężko dostępny, a chodzą plotki, że może zostać wycofany… .

Znacie SJP Covet? Jak wrażenia? 🙂

Specyfikacja zapachowa:
Kategoria: drzewno- kwiatowo – piżmowe
– Nuta głowy: lawenda, liść pelargonii, ciemna czekolada i sycylijska cytryna
– Nuta serca: wiciokrzew, magnolia i konwalia
– Nuta bazy: bursztyn, piżmo, drzewo kaszmirowe, wetyweria i drzewo tekowe.

Twórca:
Ann Gottlieb i Frank Voelkl

Rok powstania: 
2007

Pojemności:
50 ml i 100 ml

Trwałość:
Słaba – około 3-4 godzin

Podziel się: