Pheym Hana – recenzja
Pheym Hana
Marka słynie z tego, że tworzy świetne odpowiedniki i wypuszcza na rynek linie mocno inspirowane popularnymi, mainstreamowymi perfumami. Tym razem zapach powstał na bazie niszowego bestsellera i… za cholerę nie wiem, do jakiego klasyka pije Hana Pheym! 😉 . A co więcej, wcale mi to nie przeszkadza, ponieważ kompozycja broni się sama w stu procentach. Zapraszam na recenzję!
Tuberoza o smaku gumy Turbo
Otwarcie jest tak urocze, że dosłownie od razu w nim przepadłam. Hana wita zapachem klasycznej gumy balonowej z lat 90. Jest słodziutko, beztrosko i z takim rozkosznym, wręcz infantylnie dziewczęcym podtekstem. Kurczę no, to brzmi świetnie! Wypisz wymaluj sławna guma Turbo! Oczywiście odpowiada za to specyficznie podana tuberoza, z której jak z cytryny na maxa wyciśnięto ten charakterystyczny, balonowy akord. Aż łezka w oku się kręci i wpada lekka nostalgia xD.
Z czasem jednak kompozycja płynnie ewoluuje, a różowa słodycz stopniowo przygasa (choć nigdy nie znika do zera!). Zapach przechodzi na skórze fascynującą metamorfozę z beztroskiego dziecka do dojrzałej kobiety wypoczywającej w luksusowym kurorcie. Tuberoza uspokaja się wchodząc w swoje upojne wydanie ala Givenchy l’Interdit Intense, a kiedy dołącza do niej aksamitna gardenia i dodatkowo nadaje całości cudownego, subtelnie egzotycznego tonu… to wierzcie mi, wychodzi z tego absolutne cudo! W efekcie dostajemy niezwykle sensualne perfumy w formie kremowych białych kwiatów na przyjemnie słodkawym tle. No meeeega! Jestem absolutnie zachwycona.
Drydown rzecz jasna również kapitalny. Pudrowo – kwiatowy z uwodzicielskim wykończeniem ciepłego drzewa sandałowego oraz odrobinką wanilii. Ohhh!!!

Opinia i parametry
Ogólnie rzecz biorąc Hana to zapach wybitnie kokieteryjny, który fantastycznie pracuje na skórze i skutecznie przyciąga uwagę otoczenia. Połączenie beztroskiej, owocowej słodyczy z eleganckim, kremowo-drzewnym fundamentem wyszło tutaj naprawdę mistrzowsko. Całość została świetnie zblendowana, a kolejne etapy rozwijają się zgrabnie i z wyczuciem, dzięki czemu perfumy ani przez moment nie sprawiają wrażenia chaotycznych. Co ważne, mimo wyraźnie słodkiego charakteru nie odbieram Hany jako zapachu przesadnie cukierkowego czy męczącego. Wręcz przeciwnie, gdyż z każdą godziną bukiet nabiera klasy oraz odsłania kobiece, zmysłowe oblicze.
Parametry bardzo przeciętne. Perfumy wyczuwałam na sobie przez max 3-4 godzinki. To zdecydowanie więcej niż oczekiwałam w tej półce cenowej, bo nie ukrywajmy, ale kwota regularna, czyli 49,99 jest wręcz śmieszna jak za tak dobrą kompozycję. Nie wspomnę już o promocjach w Rossmannie… .

Podsumowanie
Wiecie co? Za tę cenę brać i nie pytać! Pheym Hana to rewelacyjna propozycja, która zaskakuje jakością i niesamowitym rozwojem na ciele. Niezależnie od tego do jakiej niszy wzdychał twórca, efekt końcowy to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Jeśli lubicie białe kwiaty, luksusową zmysłowość i nie boicie się odrobiny balonowej nostalgii w otwarciu, to ten flakon sprawi Wam mnóstwo radości. Zdecydowanie warto przetestować!
Specyfikacja zapachowa
Link do fragrantica:
Fragrantica Pheym Hana
Kategoria:
Kwiatowo – owocowa
Nuty:
Głowy: tuberoza, mandarynka, brzoskwinia
Serca: gardenia, irys, jaśmin
Bazy: drzewo sandałowe, wanilia i wetyweria
Twórca:
Pheym
Rok powstania:
2025
Pojemności:
50 ml
Trwałość:
Mogła by być lepsza – ciało ok. 3-4 h, ubrania podobnie


